Swieza dziura w sferze niebieskiej.

Noan stał, potrącany przez spieszących gdzieś ludzi i patrzył w niebo. W gwiazdozbiorze Lisa przybyła nowa gwiazda! To nieoczekiwane odkrycie wprawiło go w takie osłupienie, że zapomniał o wszystkim wokoło. Torba wypadła mu z ręki i pacnęła o chodnik. Zadźwięczały kupowane dziś gwoździe. Gwiazda była jaśniejsza od pozostałych. Świeża dziura w sferze niebieskiej, przepuszczająca blask z zaświatów. Noan obserwował niebo od momentu kilku lat, ale przenigdy nie spotkał się spośród pojawiającą się nagle gwiazdą. Rozejrzał się. Światło sachs latarni wydobywało odrapane, krzywe domki przedmieścia. Setki butów depczących bruk, stukot kół zaprzęgów, jednostajny szum konwersacyj. I ani jednego wyglądania w niebo. Jakby guzik się nie wydarzyło. Ocknął się z zamyślenia. Podniósł torbę i skarcił się za tę chwilę nieuwagi. Szczęście, że nie został okradziony! Ojciec byłby wściekły. Szybkim krokiem dotarł do stajni, zapłacił koniuszemu jak i również wyprowadził na zewnątrz konia. Noan znów spojrzał w niebo. Gwiazda nadal tam była. Nowa gwiazda… Wsiadł na konia i wolno ruszył. Czekały go niemalże dwie godziny drogi służące do domu. Termin na rozważania. Nowa gwiazda… Wszyscy mówili, że gwiazdy są dziurami w sferze niebieskiej. Zatem nowa gwiazda to innowacyjna dziura. Jeśli tak, to czemu na nieboskłonie nie zaakceptować ma rozpruć, przetarć jakim sposobem w płótnie czy skórze? Czemu są tam jedynie świetliste punkty? Noan nie dawał wiary temu gadaniu. Wyobrażał sobie gwiazdy jak płomyki odległych lamp. Gdyż Słońce jest wielką ognistą kulą rozświetlającą ziemię jak i również niebo, to czemu gwiazdy nie mogły być niewielkimi płomykami? Dzieci, które nie zaakceptować usłyszały jeszcze o dziurach, wpadały często dzięki rozmaite pomysły. Noan, gdy był mały, słyszał wiele takich opowieści. Najbardziej podobała mu się ta, mówiąca, że gwiazdy to robaczki świętojańskie, które przysiadły w chwileczkę na nocnym niebie. Wierzył w to do periodu, aż zauważył, że kształt gwiazd, z wyjątkiem kilku najjaśniejszych, jest niezmienny. Jednak nie zdradzał się przed nikim ze swoimi przemyśleniami. I tak mieli jego za dziwaka. Droga spośród miasta na farmę była pokryta ubitą gliną, według obu stronach rosły topole. Gdy przez wiele dób padały deszcze, zamieniała się w grzęzawisko. A że jesień zadomowiła się na dobre, teraz Noan odwiedzał miasto nawet dwa razy przy tygodniu. Czasem, jeśli ekwipunek miał być ciężki, zabierał wóz. Musiał zdążyć ze sprawunkami, nim droga stanie się całkiem nieprzejezdna. Płomyki odległych lamp - to rozbudzało wyobraźnię. Ktoś zobligowany te lampy zapalać, czemuś musiały służyć. Czemuś musiała służyć również ta świeża lampa. Pogrążony w rozmyślaniach dotarł do farmy. Odprowadził konia do stajni i rozkulbaczył go. Wszedł do sieni na palcach a mianowicie wszyscy już spali. Noan sam podjął się zadania wypraw na targ. Pewne sprawunki załatwiał jeszcze późnym wieczorem. I chociaż otwarcie nienawidził kupczenia, to jednak dzięki temu nie musiał wstawać skoro świt i mógł spędzać noce na obserwacji nieba. Miał przestawiony rytm dnia i był z tego zadowolony. Dzięki palcach wspiął się dzięki poddasze, gdzie pozwolono mu mieszkać (ojciec nawet się ucieszył, że zwolniła się jedna izba). Zapalił lampę naftową, najciszej jak potrafił, otworzył klapę w dachu i wstawił na podwyższenie trójnóg z teleskopem. Wycelował w znajomy fragment nieba i ustawił ostrość. Świeża gwiazda była zdecydowanie jaśniejsza od pozostałych. Sięgnął pod spodem łóżko po księgę, w której, odkąd skończył trzynaście latek, szkicował mapy nocnego niebios. Otworzył oprawioną w skórę okładkę i przekładał mocne kartki, aż znalazł właściwą stronę. Przejechał palcami na szorstkim papierze. Wyjął zator drogowy z kałamarza, umoczył pióro w niebieskim atramencie jak i również postawił kropkę między zaschłymi rok wcześniej kropkami, wraz z boku pozostawiając miejsce w współrzędne i opis. Wpatrywał się w oko teleskopu jeszcze długo, próbując przebić wzrokiem tajemnicę skrytą zbytnio mało precyzyjną optyką. Przerwał, dopiero gdy ból szyji był już nie do wytrzymania. Jęknął i wyprostował się. Przetarł oczy, zmęczone od wpatrywania się po jeden punkt. Zamknął gryzie, ale wciąż pod powiekami miał powidok nowej gwiazdy. Nowa gwiazda! Chciał wybiec na dziedziniec i krzyczeć o swoim odkryciu! Nie… nie było komu przedstawić. Wyśmialiby go i zbesztali. Gwiazdy, też coś! Zaczęłaby się awantura. Noan wiedział, że tej nocy długo nie zaśnie. Będzie się gapił w poczerniałe krokwie i rozmyślał do brzasku.